Opera w sowiarni. Jak miło...

Oglądasz archiwalną wersję wątku "Opera w sowiarni. Jak miło..." z forum hogwarsh.ok1.pl/



Melissa Taylor - 2009-03-24, 17:57
Czy ktoś miał okazję słuchać głosu Melissy? Tak? To cudownie. A słyszał ktoś śpiew Melissy? Nie? No cóż. Faktycznie, wielka szkoda. Bardzo trudno go usłyszeć. Chwilami można mieć problem w przyłapaniu jej na użytkowaniu jednego z głośniejszych tonów głosu, nie mówiąc już o tych wyższych tonach. No cóż. W każdym razie, jeśli ktoś nie miał okazji słyszeć śpiewu panny Taylor to teraz miał okazję.
Czarnowłosa stała tyłem do wejścia sowiarnii i na parapecie skrobała list do domu. Figury łączące się w literki, literki w wyrazy, wyrazy w sensowne zdania, zawierające żale do siostry, współczucie dla ojca, pocieszenie dla matki i wsparcie dla brata.
I śpiewała. Można by pomyśleć, że na ogół śpiew powinien był akompaniamentem do listu. U niej było na odwrót. Śpiewała głosem mocnym i donośnym, nic sobie z tego nie robiąc. Bądź co bądź, była dopiero szósta rano. Raczej nie spodziewała się spotkać kogoś o tej godzinie. Stąd ta beztroska.
Skończyła list i przypięła go do nóżki swojej sowy. Ta gdy tylko poczuła dotyk papieru na sobie, poderwała się do lotu i po chwili zniknęła w drzewach.
Dziewczyna wciąż stała w oknie sowiarnii. Schowała pergamin, pióro i kałamarz do kieszeni. Postanowiła jeszcze tu zostać. Rzadko kiedy czuła się jakby miała cały zamek dla siebie. Trzeba było to wykorzystać. Głos przybrał na sile, stał się czystszy. Sama Mel oderwała się od okna i wykonała parę obrotów, po czym stanęła na samym środku parapetu i nie przestając wydawać z siebie melodii zakołysała się na parapecie do przodu i do tyłu. Niektórym jej spokój na tak wielkiej wysokości mógł wydawać się irracjonalny, ale cóż, bywa.
Nic, co ludzkie nie może być człowiekowi obce.

Zapraszam. Najlepiej osobę, z którą jeszcze nie pisałam. Może nawet dwie... xD



Bellezza Vico - 2009-03-24, 18:26
Lezza obudziła się około piątej rano, gdy zaczynało już świtać. Gdy jest jasno, ona nie może spać.
Wstała więc i zabrała się za to, za co miała zabrać się już dawno i wciąż to odkładała. A konkretniej za list, do Gioioso, jej przyjaciela z Włoch.
/Kochany Gio.../ - zaczęła. I na tym jej wena się skończyła. Więc cóż zrobić? Narzuciła na siebie to, co było pod ręką: biały, trochę przykrótki golf zapinany na zamek błyskawiczny na piżamę i białe dżinsy. Założyła też białe adidasy i białą gumka związała włosy. Bo ubrań w innym kolorze nie miała.
Zabrała ołówek i kartkę z 'listem' i wyszła. Postanowiła udać się tam, gdzie i tak w końcu musiała dojść - do sowiarni. Nie szła szybko, rozglądała się pod drodze. No.
Gdy już była blisko sowiarni, usłyszała coś nowego. Nie, nie były to dźwięki wydawane przez sowy, ale śpiew. Co więcej - ładny śpiew.
Trochę przyśpieszyła. Ciekawiło ją, kto o tej porze siedzi w sowiarni obudzony na tyle, aby śpiewać.
Okazała się tą osobą czarnowłosa dziewczyna. Lezza stanęła w progu i patrzyła, jak ta wydobywa z siebie różne tony stojąc na parapecie.


Melissa Taylor - 2009-03-24, 21:46
Czarnowłosa wciąż kołysała się, teraz tylko trochę mocniej. I wciąż sobie śpiewała. Teraz nastał czas na jakąś piosenkę po hiszpańsku, o wiecznych wędrowcach. Piosenka delikatniejsza, więc i ona wydawała z siebie delikatne melodie. Głos miała bardzo melodyjny. Coś za coś. Na instrumentach grać nie umiała. No, trochę tylko na gitarze, tak dla akompaniamentu. Zawsze chciała grać na fortepianie i skrzypcach, lecz nigdy nie udało jej się posiąść tej sztuki. Szkoda.
Właśnie wychyliła się mocniej, bo zobaczyła kogoś na błoniach. Podobno była odpowiedzialna i rozważna, ale o swoje bezpieczeństwo nie dbała. Bardzo ciekawe.
Piosenka dobiegała końca, niedługo miało zacząć wzejść słońce, a ona miała zamiar na nie zaczekać. W ciszy. Melodia zaczęła cichnąć i cichnąć, aż w końcu w sowiarnii zaległa kompletna cisza. Melissa wdzięcznie i bezszelestnie zeskoczyła z parapetu, zamierzając usiąść na niego i czekać na nowy dzień. I zrobiła tak. Nogi ułożyła na parapecie, głowę oparła o ścianę i zamknęła oczy. Doskonale zdawała sobie sprawę z obecności jasnowłosej dziewczyny. Dopiero po chwili otworzyła oczy i obdarzyła ją spokojnym i takim szczęśliwym spojrzeniem.
- Salve, nieznajoma. Niedługo wzejdzie słońce. Ludzie o tej porze śpią.- powiedziała bardzo łagodnym głosem i uśmiechnęła się do niej.

Mini Opera 2
nowe konta
Raiton
Recenzje z koncertu Depeche Mode
Pomianowa
Regelbau 3D
Apollo 440 - Warszawa - 06 września 2008 - koncert bezpłatny
  • co trzeba zrobiE6 aby kupiE6 dziaB3kEA
  • zupka z trupka
  • jaka pompa wodna do x16xel
  • lewis;a;coser
  • nikkor 50 f1 8
  • niesmiala propozycja grupa wawer 80
  • pomiar wagi dziecka
  • child pedo
  • soccer hooligan
  • Kolekcja postów z grup dyskusyjnych !! Indeks